Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/juvante.do-zachodni.wegrow.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
anym kapeluszu i

zachował?

- Nie widziałam żadnego paparazzi, więc to się nie roz¬niesie. Zresztą, kogo tu obchodzi jakiś operetkowy książę z małego kraiku, który można przykryć chustką do nosa?
się wobec mnie jak pani domu wobec uciążliwego gościa, każdym słowem dając mi odczuć moją niższość. Czy każda twoja snobistyczna przyjaciółka będzie mną pomiatać i wbi¬jać mi szpile?
- Naprawdę nie wiedziała pani o śmierci siostry? - spy¬tał ze współczuciem, a gdy nie odpowiedziała, delikatnie ujął ją pod brodę i uniósł jej twarz, by musiała spojrzeć mu w oczy.
- Wiem...
Tammy spojrzała na śpiące maleństwo.
- Nie ma potrzeby - zaoponował Mark. – Apartament został wynajęty do końca miesiąca.
To Tammy zajmowała się młodszą o pięć lat Lara, po¬nieważ ich matka nie interesowała się dziećmi. Uwielbiała przytulać siostrzyczkę, czesać ją, kołysać do snu. Dzięki niej nie czuła się samotna, nareszcie miała kogoś, kogo mog¬ła kochać, z kim czuła się dobrze. Niestety, z wiekiem Lara stawała się coraz bardziej podobna do matki i gdy podrosła, przejęła jej sposób bycia. Nie miała już ochoty spotykać się z Tammy, która znów została sama. Na szczęście nikt nie mógł jej odebrać wspomnień o tych kilku pięknych, przeżytych z siostrą latach... A teraz Lara nie żyła. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata.
- Nie, a powinien?
- Nie musisz mnie wciągać, już w tym siedzę po uszy.
podejmie przerwany wątek. Zastanawiał się, co mogą oznaczać słowa, że Róża jest nie tylko kwiatem i że może być
- Dwóch mężów w ciągu trzech lat. Pierwszego wybrał Huff, co wyjaśniałoby, dlaczego małżeństwo nie przetrwało zbyt długo. Co spowodowało rozpad drugiego? Sayre stała zesztywniała, nie odpowiadając. - Brak wspólnej płaszczyzny porozumienia? Nieodwzajemnione uczucia? Pamięć o Dalym? Założę się, że nadal coś do niego czułaś. Rozumiem, że wasz związek był bardzo poważny. - Niczego nie rozumiesz. - A zatem wyjaśnij mi to, Sayre. Wytłumacz, żebym zrozumiał. Zawrzała gniewem. - Może myślałaś, że jeśli nie wolno ci być z mężczyzną, którego kochasz, to chciałaś chociaż mieć coś z życia. - Tak - syknęła. - To właśnie zrobiłam. Chcesz spróbować, jak to jest? Wyciągnęła rękę, objęła go za szyję, przyciągnęła twarz Becka do swojej i wycisnęła na jego ustach twardy, gniewny, buntowniczy pocałunek. Puściła go tak gwałtownie, że głowa odskoczyła mu do tyłu. Odwracając się, weszła do pokoju i już miała zatrzasnąć drzwi, gdy Beck ją przytrzymał. - Chcę więcej. Obejmując ją w talii, przyciągnął do siebie brutalnie i wepchnął do pokoju. Kopniakiem zatrzasnął drzwi, jednocześnie całując ją namiętnie. Rozchylił jej wargi i wepchnął pomiędzy nie język. Sayre próbowała odwrócić głowę, lecz Beck chwycił jej twarz w dłoń i przytrzymał, całując głęboko. Nagle objęła jego głowę, palcami wczepiając się we włosy. Nie próbowała go jednak odepchnąć, ale przyciągnęła do siebie, oddając pocałunek gorąco, mocno, wydając z siebie ciche, wibrujące dźwięki, które doprowadzały go do szaleństwa. Natychmiast zmniejszył gwałtowność pocałunku. Przestał więzić jej twarz w uścisku dłoni i zaczął gładzić ją po twarzy. Ich języki nadal wykonywały swój taniec, teraz nabrzmiały seksualnością, nie gniewem. Beck przesunął się tak, że Sayre oparła się plecami o drzwi. Przywarł do niej, przyciskając swoje podbrzusze do jej bioder i pragnąc nade wszystko, aby dzielące ich ubrania nagle zniknęły. Zaczerpnął powietrza. - Wiedziałem, że tego chcesz - wymruczał z ustami tuż przy jej wargach. Sayre zaprzeczyła gwałtownie, potrząsając głową, oddychała szybko, ale jednocześnie odchyliła głowę, pozwalając jego wargom ześlizgnąć się po szyi. Jej skóra była pokryta warstewką słonego potu. Rozpiął bluzkę i zaczął całować jej piersi, krągłe w nisko wyciętym staniku. Gdy pocałował przez jedwab jej pobudzony sutek, jęknęła: - Nie, nie. Jednak nie przestał, a Sayre nie próbowała go powstrzymać. Całując ją w usta, chwycił dłońmi biodra i przyciągnął ją do siebie. - O Boże - jęknęła i odwróciła się twarzą do drzwi. Niepowstrzymywany, podniósł jej ramiona nad głowę, opierając je o drewniane drzwi. Pieścił jej szyję wargami, gdy tymczasem dłonie ześlizgnęły się po wnętrzu ramion w dół i do przodu. Chwycił piersi, ścisnął, pogładził, a potem zjechał na brzuch, biodra, uda, aż do kolan. W drodze powrotnej jedną rękę wsunął pod spódnicę. Materiał zbierał się wokół jego nadgarstka, gdy dłoń wędrowała wyżej i wyżej po najdłuższym, najgładszym udzie, jakie mężczyzna mógłby sobie wymarzyć. Jej stringi były uszyte z mikroskopijnego kawałka jedwabiu. Zaczął ją pieścić przez materiał, a potem wsunął rękę pod spód, gdzie przywitał go gąszcz delikatnych włosów i miękkie ciało. Palcami odnalazł jej źródło, gotowe na jego przyjęcie. Podniecony, wdzięczny i zaskoczony,
- Skoro jej rzeczy pasują na panią, to może dobrze, że się nie zmarnują... Zapraszamy do stołu – powiedziała z uśmiechem i gestem pani domu wskazała Tammy krzesło.
jak coś nieoczekiwanie porwało go z miejsca, a groźny kawałek łańcucha przeleciał tuż obok.
- Tak, pani Burchett opowiadała mi, jak dobrze wszyscy na tym wychodzą - skwitowała z gorzką ironią.

w gardle.

- Ustaliliśmy, że Danny wrócił do domu w sobotę tuż przed północą - odezwał się Rudy Harper. - Spędził noc u siebie w pokoju, ponieważ w niedzielę rano Selma ścieliła jego łóżko. Wypił z nią filiżankę kawy w kuchni pomiędzy szóstą trzydzieści a siódmą, a potem udał się na poranną modlitwę mężczyzn, która odbywa się w kościele w każdą niedzielę. Po jakichś czterech minutach od opuszczenia domu zadzwoniłeś do niego na komórkę - zwrócił się bezpośrednio do Chrisa. Zanim ten miał szansę otworzyć usta, odezwał się Beck: - Ktoś inny mógł użyć telefonu Chrisa. Selma. Huff. Ja. Wszyscy mieliśmy do niego dostęp. - Gdzie pan trzyma swoją komórkę, panie Hoyle? Chris spojrzał na Becka, sygnalizując, że chce odpowiedzieć na pytanie. - Sugeruję, żebyś nie mówił ani słowa, dopóki tego nie przedyskutujemy - przestrzegł go Beck. - To nie ma znaczenia. To jakaś parodia. - Chris zignorował ostrzeżenie swojego adwokata. - Nikt inny nie korzystał z mojego telefonu w niedzielę rano. Był na szafce nocnej w moim pokoju, razem z portfelem i wszystkim, co wyjąłem z kieszeni spodni poprzedniego wieczoru. To ja dzwoniłem rano do Danny'ego. Nie będę zaprzeczał. Macie przecież dowód - powiedział, machając ręką w stronę listy. - Nie wspominałem o tym, ponieważ zupełnie wyleciało mi z głowy jako zupełnie nieważna drobnostka. Obudziłem się, żeby skorzystać z toalety. Jeżeli twierdzicie, że było to około siódmej, to zapewne macie rację. Nie sprawdziłem godziny, zupełnie mnie to nie interesowało. Wracałem właśnie do łóżka, kiedy usłyszałem odgłos zapalanego silnika. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem, że Danny odjeżdża swoim samochodem. Przypomniałem sobie wtedy, że Huff chciał, aby Danny pojawił się na kolacji w domu. Nawet gdyby w tabernakulum tego świątobliwego przybytku miał się pojawić święty Piotr, Huffa nic to nie obchodziło. Powtarzam jego własne słowa. Miałem kaca i szczerze powiedziawszy, nie dbałem o to, gdzie mój brat będzie się stołował tego wieczoru. Wiedziałem jednak, że jeżeli Danny nie pojawi się na kolacji dlatego, że zapomniałem mu o tym powiedzieć, wszyscy będziemy musieli znosić przy stole zły humor Huffa. To właśnie mi się przypomniało, więc zadzwoniłem do niego. Gdybym poszedł spać, mógłbym o tym zapomnieć. Ostrzegłem go i powiedziałem, że jeśli nie chce wkurzyć Huffa, powinien być z nami przy kolacji. Danny obiecał, że to zrobi. Poprosiłem go jeszcze, żeby rzucił na tacę piątaka za wszystkie grzechy, jakie popełniłem poprzedniego dnia. Roześmiał się i odrzekł, że piątak prawdopodobnie nie wystarczy, by przebłagać za moje występki. Potem kazał mi wracać do łóżka, obiecał, że się na pewno pojawi wieczorem i skończył rozmowę. - Uśmiechnął się uprzejmie, choć z pogardą. - A teraz, detektywie Scott, jeżeli sądzi pan, że na tej podstawie można oskarżyć mnie o morderstwo, to jest pan jeszcze bardziej żałosny, niż myślałem. Obraza spłynęła po nienagannym mundurze Scotta niczym woda po kaczce. - Ma pan rację, sam w sobie byłby to raczej niesolidny dowód. Jest jednak jeszcze kwestia czasu. - Czasu? - Beck spojrzał na Rudego, który opierał szczękę o zaciśniętą pięść. Wyglądał żałośnie i nie patrzył im w oczy. - Tak, panie Merchant - odparł Scott. - Czy mogę zadać panu pytanie? - Może pan, co nie znaczy, że udzielę na nie odpowiedzi. - O której godzinie dołączył pan do pana Hoyle'a, który oglądał baseball? Pytanie Scotta wydawało się dość niewinne. - Gra rozpoczęła się o trzeciej. Kiedy przyszedłem do biblioteki, byli w drugiej rundzie, musiało więc być dwadzieścia po trzeciej. - Pan Hoyle był w domu? - W bibliotece.
- Tęskniłaś za mną? - spytał.
Jego ojciec był młodszym bratem panującego. Bracia żyli ze sobą w zgodzie - do czasu - ale ich synowie, wycho¬wani przez dwie bardzo różniące się kobiety, już nie. Matka Franza i Jeana-Paula była niewiarygodną snobką, która za swoje największe osiągnięcie życiowe uważała małżeństwo z księciem i książęcy tytuł. W przeciwieństwie do niej mat¬ka Marka była osobą życzliwą ludziom, pogodną, stroniącą od dworskiej obłudy, arogancji i egoizmu.

Dokładnie w tym momencie dobiegł go odgłos nadjeż¬dżającego samochodu. Zerwał się z krzesła i naraz uprzy¬tomnił sobie, jak głupio się zachowuje. Usiadł z powrotem. To mógł być właściwie każdy, z listonoszem włącznie.

tymczasem jeśli coś się nawet rozłożyło, to chyba tylko Czas. Tak, to jest ten zapach: zapach
– Chromospektrografia. To jeden z wynalazków pana Sergiusza. Odkrył, że każdego
NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej

Och, Tammy, jęknął w myślach z zachwytem, a może nie tylko w myślach, może jęknął na głos, niczego nie był już pewien.

powiedzmy, można złożyć na karb szaleństwa, ale co do miejsca i czasu, to jest o czym
– Cholera, myślałem, że obowiązuje was jakaś etyka zawodowa.
odległości.